Lotem ptaka. Zacny widok…

Jakoś tak z miesiąc temu czytałem swoje maile sprzed mniej więcej dekady, które wymieniałem z Instytutem Herdera w Marburgu. Chciałem sobie przypomnieć rozmowy, o czym wtedy pisaliśmy. I jedną z informacji, która mi umknęła lub która wówczas jeszcze nie była dostępna w takiej zasobności jak dziś, gdyż raczej bym pamiętał o tym, o czym teraz tutaj piszę.

Pan ów, na pytanie gdzie jeszcze szukać – napisał mi, bym przejrzał zasoby NCAP.

No to zajrzałem z ciekawości, wpisując w ich wyszukiwarkę moje najczęstsze frazy. Kiedy jednak nie dały rezultatu, zacząłem rozszerzać krąg terminów na okolice Pabianic. To zwykle daje jeszcze mniej i/lub rozczarowuje. Ale nie tamtego dnia. I długo szukać nie musiałem. Łódź ani Lodz nie pomogły, ale ku memu zdziwieniu Lódz już tak. I to jak!

Po mniej więcej kwadransie wertowania zorientowałem się w jaki sposób te zdjęcia są wyświetlane, czyli zgodnie z ich wykonaniem. Pasami, od zachodu do wschodu, według wyświetlania kolejnych stron. Dwadzieścia miniatur na stronę, stron dziesięć i dopiero! na ostatniej pojawił się widok, który mnie zatkał całkowicie.

Z zasobów https://ncap.org.uk/

Podpisany nazwą „Szynkielów”… no, ale błagam! Szynkielew? Kto dobierał te opisy?!

Zobaczyłem Pabianice i przez chwilę nie wiedziałem co powiedzieć. Potem dopowiedziałem coś, co się do zapisania nie nadaje a potem długo milczałem studiując każdy większy element tej miniaturki i zżymając się na opór strony, bo zoom nie działał i chociaż wiele by mi nie dał, bo powiększał by pewnie tylko podgląd, to jednak łudziłem się, że zobaczę więcej szczegółów.
Ale nie.
Się nie dało nic więcej.
Po pierwszym zaskoczeniu nadszedł czas na konfrontację z muzeum w Edynburgu. Nie będę opisywał, z jak opornymi ludźmi miałem do czynienia, albo jak uparcie udającymi, że nie rozumieją, co do nich pisałem. Niemal dwa tygodnie zajęło mi, zanim wyszczególnili mi, jakimi skanami (tj. jaką dokładnością) dysponują. I mogłem wreszcie przejść do samego zakupu, wiedząc co faktycznie kupię.

I tu pojawił się problem w postaci niezbyt dużej zasobności mojej kieszeni i warunki, jakimi się NCAP obwarowało. Można kupić skan tylko do celów naukowo-badawczych za ok 200zł w rozdzielczości 1200ppi lub z licencją na roczną publikację, ale tu cena już przekraczała 500zł. Zanim jeszcze zdecydowałem się na zakup, już miałem określoną z góry datę ważności, bez względu na to, czy kupiłbym od razu, czy np. za miesiąc (bo tyle ważne było jednorazowe logowanie, jakie mi wytworzyli do sfinalizowania zakupu). Ponoć można te same lub podobne skany uzyskać z innego źródła, ale na razie wstrzymam się z tym do przyszłego roku. Tak czy owak… skan uzyskałem od ręki, jak tylko opłaciłem zakup PayPalem i mogłem się już cieszyć pełną jasnością.
Bo jest się czym cieszyć.
Zdjęcia wykonywano raczej pobieżnie, bez starania się o ich jakość, dlatego nie są zbyt ostre, ale bez kłopotu da się wyłowić wzrokiem pojedyncze korony drzew więc nie czytanie treści nie nastręcza jakichś większych trudności.
Fotografię wykonano w środę 16 sierpnia 1944 roku tuż po 10 rano, według oznaczenia kliszy. Kiedyś zastanawiałem się, czy da się zweryfikować niektóre źródła historyczne materiałami o niezbitej, czy wręcz niepodważalnej wymowności. Tu aż prosiło się o zdjęcia czy filmy. No i mam zdjęcie.
Przykładowo, wspomnienia Romana Peski w jego „Bitwie Pabianickiej”, że Strzelnica była tak zryta po ostrzale zarówno artyleryjskim jak i lotniczym, że w zasadzie można było ją porównać do krajobrazu księżycowego…

Cytaty ze strony 33:

„Nie było metra kwadratowego ziemi, by nie był okaleczony wybuchem pocisku. jakby tego piekła było mało, po ustaniu ostrzału artyleryjskiego, nadleciało kilka sztukasów, które zrzuciły kilkaset bomb i wystrzeliły tysiące kul. (…) wydawało się, że ten zwulkanizowany, księżycowy skrawek pabianickiej ziemi nie ożyje już (…). Park, przeorany metr po metrze bombami i pociskami nagle ożył i ruszył do natarcia obronnego.”

Nie biorę tu na celownik rozprawiania się ze wspomnieniami autora, choć przynajmniej raz wcześniej miałem już okazję, a raczej konieczność podważenia jego wspomnień, gdyż mylił się dość wydatnie, co było konsekwencją weryfikacji jego słów w terenie. I o ile tamten przykład dało się jeszcze zweryfikować, to „księżycowego krajobrazu” po +-80 latach już się nie zweryfikuje. Chyba, że dysponuje się takim materiałem, jak dziś jako niepodważalnym kontrargumentem. Już nawet na samej miniaturze widać, że pola niezalesione mają swoją, średnią, ale jasną szarość, a zalesione dość jednolitą, ciemniejszą. Czy waszym zdaniem to wygląda jak zryty wybuchami każdy metr ziemi? Nawet, a niech tam – zakładając, że po pięciu latach od tamtych wydarzeń, kiedy wykonano ten lot – niechby założyć że coś odrosło, to czy tak by wyglądał las po pięciu latach? To już sobie sami rozważcie.

Kolejną ciekawostką są wspomnienia okopów. A swoją drogą, skoro zachowały się okopy, to ślady po nalotach w parku też powinny były być widoczne, prawda? Wracając do okopów jednak… Wszelkie dostępne opisy mówią, że nasi żołnierze umacniali się głównie wzdłuż południowo-zachodniej linii brzegowej Strzelnicy, dalej za Małą Strzelnicą, bądź Parkiem Sportowym, jak go opisywano na planie miasta z 1925 roku – by od wschodu sięgać umocnieniami aż do żydowskiego cmentarza. I z tym polemizować nie będę. Rów, który wiedzie tamtędy dziś może być rowem melioracyjnym, ale zaadaptowanym właśnie z tamtych celów. Od Wiejskiej, wzdłuż płotu szpitalnego ciągnie się kolejny rów, dziś już dość płytki, ale jednak na tyle widoczny, by wciąż dobitnie sugerować swoje powstanie. I dalej na wschód, kiedy ulica przechodzi w dalszą część Zagajnikowej rów jest widoczny jako kolejny – melioracyjny. Tyle, co mam w kwestii moich interpretacji widocznych śladów w terenie.
Bo z góry wcale ich nie widać. Przez korony drzew. O ile faktycznie wtedy je tam w ogóle wykopano?
To wszystko jest dosyć podejrzane… okopy, podobnie jak tego rodzaju schrony czy transzeje powinno się prowadzić w harmonijkę. A przynajmniej w jakiś nieuregulowaną ciągłą, gdyż raz, że zapobiega to rozsypywaniu się odłamków po prostej linii lotu tychże a dwa, że utrudnia się wcelowanie w ogóle do takiego umocnienia. Zatem… czy rowy, które do dziś mamy w takiej czy innej formie są pochodną tych okopów? Sam nie wiem…

Jednak żadne wspomnienia nie mówią nic o innych umocnieniach, niekoniecznie takiej rozległości, za to są bardzo dobrze widoczne.

Poniżej zamieszczę obrazek z ich lokalizacjami wzdłuż ulicy Wiejskiej choć niektóre, rzecz warta zauważenia, wykopano z dala od niej.

Zrzut ekranu z Goole Earth

Należy tu oczywiście pamiętać, że wówczas ta część miasta była zaledwie przedmieściem, gdzie domy, nawet jeśli okazjonalnie tworzyły jakieś ciągi, to jednak były to tylko pojedyncze pasy, zwykle domostwa stały w pewnych odległościach od siebie. Jakkolwiek… wydaje mi się, że trudno mówić tu o jakiejś przemyślanej strategii obrony miasta. Skupienie taborów w parku mogło być dobre jako tymczasowe, ale docelowo trzymanie tam całego zaplecza wojskowego, zwłaszcza kiedy front zatrzymał się tak naprawdę ledwie na kilka godzin, to nie było chyba zbyt rozsądne. Tym bardziej, że Peska opisuje działania niemieckiej artylerii jako dosyć przemyślane i skupiające się głównie na ostrzale Strzelnicy z pominięciem dworca PKP i dalej aż do okolicy kościoła NMP, gdyż dalej nie chciano naruszyć części przemysłowej miasta i tym bardziej, że w całości skupionej w rękach niemieckich, zatem potencjalnie do całkowitego wykorzystania w późniejszych czasach.
Mamy więc niemal losowo wybrane miejsca, luźno powiązane z rozlokowaniem obrony miasta według przekazów. To świadczy tylko o tym, że były to działania czysto defensywne, polegające tylko na opóźnianiu posunięć wroga.
Z drugiej strony, nie ma się czemu dziwić. Byliśmy tylko nawet nie kłodą, co patyczkiem na drodze zmechanizowanej, niemieckiej lawiny. Nie było praktycznie żadnego powodu, aby stawiać jej większy opór.

Ok. Dość o tym.
Mamy czas okupacji, rok 1944. Wojska niemieckie od pięciu lat zajmują miasto. Gdzieś muszą mieszkać, prawda? O ile oficerowie i urzędnicy rozlokowani byli w kwaterach po wysiedlonych przymusowo mieszkańcach, to jednak szeregowych trzeba było ulokować w jakimś garnizonie. Ale czegoś takiego w Pabianicach nie było i tworzenie od zera chyba też jakoś nie szło zbyt sprawnie, bo rozlokowano ich… w namiotach.
A przynajmniej w okresie letnim. I mamy tu dwa takie „pola namiotowe”. Pierwszym jest północna część terenu należąca do zakładów Kindlera. Dziś stoją tam jakieś magazyny zaadaptowane do prywatnego użytku oraz po drugiej stronie Żeromskiego, zajmując właściwie cały teren należący dziś do Komendy Głównej Policji.

Zrzut ekranu z Google Earth

Z tymi namiotami, tak po prawdzie to jest to tylko moja interpretacja, jakkolwiek nie było tam nigdy innych zabudować, zwłaszcza w takiej ilości i „jednakowości”, nawet z czymś w rodzaju placu apelowego po lewej, tym bardziej, że teren po lewej nie należał do zakładów Kindlera bezpośrednio. Obstawiam jako działkę sąsiadującą ze szpitalem ufundowanym przez samego Rudolfa Kindlera a może zwyczajnie zarekwirowaną… Ciężko stwierdzić z całkowitą pewnością.

Kolejną ciekawostką a zarazem sporą niespodzianką było ujawnienie schronów cywilnych tam, gdzie się ich nawet nie spodziewałem, bo nie wiedziałem o nich.
Swego czasu na pewnej grupie w FB pojawiły się dwie fotografie przedstawiające 1-majową masówkę na Starym Rynku i w tle, za ludźmi widać jest drzwi i coś jakby osypanym z wierzchu tunelem w kształcie harmonii.

Z albumu rodzinnego p. Marcina Krebsa, załączone za jego zgodą. Stan z 1948 roku.

Wtedy zaskoczyło mnie to, bo wiedziałem o jakichś rzekomych „bunkrach” pod rynkiem, ale w zasadzie słowo bunkier nie odzwierciedla tego, czym te instalacje były. Poza tym powątpiewałem już wtedy w ich istnienie, gdyż bunkier z definicji jest konstrukcją co najmniej podziemno-naziemną lub tylko naziemną i jakoś nie potrafiłem sobie tego umiejscowić tam w postaci betonowych kopuł czy „budynków”, w żadnej ze znanych mi form. Aż zobaczyłem te fotografie i jasność na mnie spłynęła. Szczelina p-lot, nadsypana ziemią od góry dla wzmocnienia zadaszenia, wykopana w kształt a’la litery W.
I, o ile o tym miejscu coś słyszałem, to o drugim rynku, na Nowym Mieście już jakoś zupełnie do mnie nie dotarło jako o plac do budowy dwóch innych schronów tego typu.

Z lewej Wielki Rynek, z prawej Stary.

Swego czasu miałem sporo do czynienia z interpretacją skanów LIDAR-em, gdzie ukształtowanie terenu odczytuje się na podstawie ukształtowania i zacienienia elementów gruntu. Tu jest podobnie, choć nie jest to wynik skanowania laserem lecz sfotografowania, ale zasady w efekcie są trochę podobne. Oba obiekty mają swoje cienie, które można odczytać. I tutaj widać wyraźnie dwie szczeliny z dodatkowym, prostokątnym zarysem wnęki „basenu” przy pompie, o której istnieniu podpowiedział mi niedawno znajomy. Czym jest kropka przy górnym rowie? Nie mam pojęcia. Pozostałe cienie również niczego mi nie mówią.

Z co ciekawszych elementów miasta, które przykuły mą uwagę to już prawie wszystko.
Zostało jeszcze wspomnieć o widoku w pełnej krasie trzech cegielni, z czego jedna położona w widełkach ulic Tuszyńskiej i Leśnej zamknięta ulicą Cegielnianą (dziś Skargi, 20-tego Stycznia i Nawrockiego), druga na obrzeżach miasta: cegielnia Młodzieniaszek nosząca swą nazwę od folwarku takoż właśnie nazywanego, gdyż mieściła się na terenie tegoż majątku oraz trzecia, w Woli Zaradzyńskiej.

Na wspomnienie zasługują również: folwark Ksawerów wraz z lotniskiem polowym, na którym nie widać jednak żadnych samolotów, ugór na północ od Ksawerowa, ale jeszcze na południe od Chocianowic, leżący dziś bezpośrednio przy obwodnicy S14 na którym widać kilkanaście białych kształtów przypominających samoloty, co miało być lotniskiem tzw.: pozorowanym, co do którego było wiadomo, że było, ale nie było wiadomo gdzie dokładnie się znajdowało. Teraz już też i to wiemy. Na zachód od niego leży folwark Szynkielew w całej swej okazałości. Dzisiejsze osiedle na nim pobudowane skutecznie zatarło ostatni kształt.

Ostatnią ciekawostką jest poletko przy drodze chocianowickiej, gdzie za jednym z gospodarstw znajdowała się bateria dział p-lot, wspierająca ewentualną ochronę Lublinka, przy którym widać na południe odeń duże stanowiska p-lot dział FLAK kalibru bodajże 88mm, które były też wykorzystywane do strzałów bardziej poziomych, jako ciągnione armaty z przeznaczeniem do niszczenia czołgów.

Skan jest fenomenalny.

Nie da się temu zaprzeczyć.

Powala nie tylko detalami, ale i własną rozległością. Mam tu południowe rubieże Łodzi, jak i całe praktycznie ówczesne Pabianice, od lewej Piątkowisko i jeszcze ze dwa kilometry pól i opłotków, od prawej niemal cały Ksawerów.

Cieszy mnie, że udało mi się go pozyskać. Jest do prawdy wart swojej ceny, w każdym wymiarze i aspekcie.

A skoro publikacja miała się ukazać (i ukazuje się) w Wigilię, zatem wesołych świąt życzę, wszelkiej pomyślności i sukcesów w życiach zawodowych i prywatnych 🙂
//MG

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *