Kiedy pierwszy raz zobaczyłem ten kadr na aukcji troszkę mnie zatkało, a kiedy zobaczyłem cenę – zatkało mnie całkowicie!
Napisałem do wystawcy zapytanie od zasadniczość jego datowania a kiedy mi już odpisał, zapytałem ponownie, czy nie byłby skłonny do negocjacji, bo jego kwota była dość… No dość absurdalnie wygórowana. A potem już jakoś poszło i w końcu ustaliliśmy cenę – dla mnie bolesną nadal, ale już akceptowalną, dla niego też, bo tego samego dnia sprzedał inną fotografię – tomaszowską – za swoją cenę wywoławczą więc uznał, że może trochę opuścić dla mnie.

Tytuł jest o tyleż zwodniczy, co kompletnie wyssany z palca. Ale ma swoje uzasadnienie, które niżej wyjawię 😉
Na przełomie wieków pewien pan (może z panią/żoną/kochanką, może z całą rodziną – ale przyjmuję dla własnej wygody założenie o jednym panu), no więc pewien pan postanowił wyjechać sobie w wielką podróż, dokumentując ją fotografiami. Począwszy od Lille, poprzez Berlin, Wrocław, Łódź, Tomaszów Mazowiecki, Warszawę, Smoleńsk, Kijów, Moskwę, Astrachań i zakończył ją w… Bolonii. A przynajmniej tak to wynika z układu zdjęć w albumie.
Album nie ma żadnej oprawy tekstowej, tylko zdjęcia i podpisy. Brak dat i brak nawet nazwiska właściciela czy twórcy tegoż zbioru. Zatem skąd je wziąłem? A z palca wyssałem 🙂
No, to czemu? Ktoś obeznany z francuskim pewnie od razu wyłapie niuans w nazwisku. Ponieważ znakomita większość opisów fotografii jest wyrażona w języku francuskim, toteż nadałem mu takie od-francuskie imię: Franciszek. A że zapomniał się w nim podpisać, nadałem mu nazwisko: Zapominalski, czyli mamy Françoisa Oublieuxa.
Ja akurat nie znam francuskiego, nie licząc pojedynczych słów, w tym jednego wulgaryzmu więc posłużyłem się tłumaczem Googla. I to mi wystarczyło.
Zaznaczyłem wyżej, że większość nazw, bo akurat Pabianice zapisane są z niemiecka, co tym bardziej dziwi, bo w czasie, zgaduję, w jakim wykonano te fotografie nasze miasto było pod carskim zaborem.
A skoro mowa o datowaniu, no to jaki to okres?
Tu sprawa się komplikuje, przynajmniej w przypadku naszej fotografii.
Bo co tu mamy, co bym nam pomogło oznaczyć widełki lat? Kościół stoi od 1827 roku, dzwonnica jest już na wieży więc jest już po 1874 roku (znam fotografię z tegoż właśnie a wtedy dzwonnica stała jeszcze drewniana, na ziemi obok kościoła.) Ale w kalendarium Andrzeja Gramsza nie dopatrzyłem się wzmianki o tym, kiedy wyniesioną ją na wieżę, choć wspomina o drobniejszych wydarzeniach budowlanych.
Kwestia rynku też jest właściwie rozstrzygnięta. W kalendarium nie ma słowa o jego założeniu, natomiast jest wspomnienie o dacie budowy kościoła ewangelickiego i teren przy nim prawdopodobnie od tamtej pory tak był właśnie użytkowany (a moze jeszcze i wcześniej na całej parceli). Szukałem też jakiejś informacji u Maksymiliana Barucha, wszak zawarł kronikę XIX wieku w swojej pracy, ale o założeniu rynku też nic nie wspomniał. Prawdopodobnie powstał samorzutnie, jak kilka innych takich, które w mniej lub bardziej formalnej postaci funkcjonowały w kilka miejscach, nie tylko na starym mieście. Spotkałem się również z kolegą, by ten po obejrzeniu kilku łódzkich zdjęć, które pokazał mi mój sprzedawca, określił datę fotografii na przedział stycznia 1899 do końca 1910 roku, opierając się na widocznych (i jeszcze nieistniejących) budynkach oraz na tramwaju, tu cytat z naszej rozmowy: Na pewno to zdjęcie powstało nie wcześniej niż 23 grudnia 1898 roku… bo jest tramwaj i to Herbrand – więc pierwszy (model -> przyp. autora). Jeżeli więc miałbym coś sugerować to styczeń 1899 – styczeń 1910.
Bardzo sobie schlebię teraz, ale staram się zawsze datować, opierając się na jak największej ilości punktów zaczepienia, ale tych nie dostrzegam praktycznie żadnych, na tyle znaczących by doprecyzować jeszcze bardziej ten czasokres. Na pewno nie jest to czas po 1924 roku, bo wtedy były by już tu widoczne tory tramwajowe ciągnące się aż do dworca PKP, ale stroje oczywiście całkowicie eliminują taką granicę. Żona, jako zawodowa krawcowa z bogatą wiedzą w materii strojów, również z dawniejszych epok podpowiada mi, że fotografia też nie jest starsza jak do końca pierwszej dekady XX wieku.
Tak czy owak, perełka nad inne. Tu, bez żadnego zwątpienia 🙂
//edit 21.12.2025
Natrafiłem na ciekawy opis na stronie https://um.pabianice.pl/artykul/110/1370/pabianice-w-literaturze-cz-4
„Jednym z najświeższych dowodów zaznaczonego wyżej wstrętu do zmian wszelkich służyć może sposób przyjęcia przez miasto nakazu magistratu, dotyczącego ułożenia chodników kamiennych przed domem. Komisja sanitarna (za jej bowiem inicjatywą wydane zostało rozporządzenie powyższe) motywowała swoje orzeczenie niechlujnością mieszkańców, wylewających przed dom wszelkie nieczystości, które wypełniają dołki pomiędzy kamieniami źle zabrukowanych trotuarów i zarażają powietrze rodzącymi się w tych warunkach miazmatami. Innowacja ta, wyciągająca z kieszeni około 30 rubli, wyprowadziła z równowagi spokojnych mieszkańców grodu. „Nasi ojcowie”, mówili, „nie znali żadnych trotuarów, dobrze im było i my się obejdziemy bez tych porządków”. Protesty atoli na nic się nie przydały. Opornych magistrat zmuszał sądownie. Komisja Sanitarna bowiem, z którą zgodnie działał magistrat, ma nadaną sobie od czasów cholery dość dużą władzę i samodzielność w przeprowadzaniu różnych ulepszeń, uzdrowienie miasta na celu mających.
Będą tedy Pabianice miały chodniki w roku bieżącym na głównej ulicy i jej bocznicach, w następnym zaś na wszystkich pozostałych. (Głos, nr 41/1896)”

I tak patrząc na ten rozpoczynający się rowek można by przyjąć, że tu chodnik już jest, widać spacerujących po nim ludzi jako po oddzielonym od drogi pasie dla pieszych. Czyli fotografia jest starsza niż 1896 roku.