Właściwie napisać o widoczku bez pokazania go od początku, to jak niczego nie zrobić. I musiałem dopisać, że to pierwsza panorama Starego Miasta, gdyż nie jest pierwszą zupełnie, w kontekście całego miasta.

Kiedy pierwszy raz miałem ją przed oczami, wisiała na aukcji na Allegro za jakąś (wtedy tak myślałem) absurdalną kwotę i to jeszcze jako cena wywoławcza a nie docelowa. A sprzedała się chyba z dwukrotnym przebiciem. To było jeszcze w czasach, kiedy nawet nie myślałem o swoim pierwszym „historycznym” blogu na Blogspocie, kiedy jeszcze chyba nawet nie miałem konta na FB. Ale już wtedy zapadła mi w pamięć data nadania. Właściwie to była opisana ołówkiem dookoła całego frontu, nagryzmolone słowa kompletnie nieczytelne w swoim sensie, częściowo pozacierane i na dodatek po niemiecku, czyli w języku, którego organicznie nie trawię, którego podstaw nie potrafiłem ogarnąć nawet już na odmianie przez osoby… Ale najważniejsze zostało.
Data.
11.02.1902.
I ostatnie dni przed wylądowaniem w szpitalu spędziłem na próbie ustalenia, czy da się wydatować dokładniej sam moment wykonania fotografii.
Co więc tu widzimy?
Sporą ilość zieleni, która sugeruje jednoznacznie, że nie zrobiono go zimą 😉 zatem już na dzień dobry można przyjąć, że czyn ten popełniono co najmniej w 1901 roku. Ale to dla mnie zdecydowanie za mało.
W artykule pt. Znaczniki czasu zawarłem sporo elementów, które mogą dopomóc w wydatowaniu, ale kiedy ma się do czynienia z panoramą, detale w zasadzie stają się kompletnie nieczytelne, dlatego trzeba się skupić na większych elementach. Przebieg dróg, zabudowa, widoczne elementy naturalne np. rozlewisko przed ulicą Grobelną.
To ostatnie odpada w tej konkretnej sytuacji, gdyż jego regulację przeprowadzono w połowie lat 30-tych XX wieku więc ponad trzy dekady później.
Zatem należało by poszukać innej opcji. Drogi odpadają, nie widać żadnej, nie liczę tu kawałeczka ul. Stary Rynek odbiegającej od rynku w stronę muzeum. Sam rynek też właściwie nic mi nie powie, bo nie dysponuję żadnymi informacjami o tym, co i kiedy się na nim zmieniało. Zwłaszcza – kiedy. No to zostaje już tylko to, co najbardziej widoczne. Zabudowa.
I to będzie jedyne, co może mnie naprowadzić, ale jeśli ktoś z was liczy, że przetrzepię tu każdą siedzibę w rynkowych pierzejach, każdą kamienicę i fabrykę, to spieszę dopisać, że nie. Bo znów brak danych. Ze znanych mi tu obiektów nie widzę jednego z popularniejszych czyli dzwonnicy przy Mateuszu. Nie widzę, bo zasłaniają ją drzewa, ale była tam na pewno. Stała niewzruszona przez pełne sto lat. 1833-1933. Zbiegło się to z inną zmianą krajobrazu, kiedy wybudowano i odsłonięto pomnik Legionisty. Taka dygresja.
I tak pole zaczyna mi się już mocno zawężać. Zacząłem więc szukać wiadomości, co jeszcze i gdzie wybudowano. No i oczywiście na pierwszy ogień poszła fabryka Kindlera. ta, którą dziś znamy jako dom handlowy „Fabian”. Zamiast niego widać tam falujący daszek parterowej hali fabrycznej z charakterystycznymi oknami w pionie i skośnymi dachami, których pełno było kiedyś w naszym mieście. I zaczęło się grzebanie w sieci.
Tu wielki ukłon w kierunku pana Sławomira Saładaja, za cykl jego artykułów pt. „Wyłowione z sieci”.
Gdyby nie te opisy, właściwie nie wiem nawet, jak bardzo bym zawracał głowę dobrej koleżance z działu historycznego, Asi Aleksandrowicz i jej współpracownikom, którzy pewnie też nie raz pochylali się nad moimi pytaniami, nie chcąc pozostawiać mnie bez odpowiedzi, a nie jeden raz tam dzwoniłem lub odwiedzałem ich biuro na poddaszu „zamku”.
I tak, znów trzeba było wyłowić z odmętów historii ten detal, który akurat był dla mnie tak istotnym. Z Kindlerami jest o tyle „słabo”, że nie pozostawili po sobie takiej… technicznej pozostałości, jak rodzina Krusche i Ender w postaci albumu na stulecie swojej firmy 1826-1926, gdzie na jednej z końcowych stron zawarli szkic planu swoich fabryk z opisanym każdym dachem datą wybudowania kolejnego domu, przybudówki czy hali produkcyjnej. Dlatego trzeba szukać na piechotę. Tu z pomocą przyszła Asia informując, że apretura została wybudowana w 1907 roku. Kolejne rozczarowanie. Zamiast oddolnych widełek – pudło.
Kolejnym obiektem, który mnie zainteresował stała się trzypiętrowa hala braci Baruchów. Tak, to nazwisko i pierwsza monografia miasta z 1903 roku to ta sama rodzina. Ale ja nie o tym. Z tą halą to sobie sam trochę pokrzyżowałem szyki, bo nie wiedzieć czemu uparłem się na dwa chyba dni, że chodzi tu o trzypiętrową halę stojącą na rogu Lipowej i Grobelnej mając za nic, że plan miasta z 1884 roku wyraźnie wskazuje pustą parcelę na dzisiejszym froncie zakładów, czyli na rogu Lipowej i Zamkowej. Zmyliło mnie, że patrząc na budynek z boku widzi się jakby dwa piętra, przy czym to górne zwieńczone jest jakby łukowatym oknem… Ale patrząc na front od Zamkowej wszelkie wątpliwości odchodzą na bok.
„W 1888 r. nadbudowano jedno piętro na budynkach fabrycznych przy ul. Grobelnej i Przejazdowej (Lipowej). W 1890 r. władze zezwoliły na budowę 3-piętrowej apretury przy ul. Przejazdowej (Lipowej) [Od strony Zamkowej – przyp. mój]. „
I znów pudło.

No i utknąłem.
Zamiast widełek mam widły. Dekadowe. Sporo. I za dużo. Ale to jeszcze nie koniec.
O ile identyfikacja miejsca może czasem nastręczać problemów, bo zmieniły się warunki, zabudowa, upłynęło dużo czasu, ludzie którzy mogli pamiętać – odeszli, to identyfikacja czasu jest jeszcze trudniejsza, bo wielu dokumentów już nie ma, z ludźmi się nie porozmawia, bo zdecydowana większość z nich nie będzie miała pojęcia co do daty, nawet przybliżonej. Patrzę po sobie, jak obserwuję Biedronkę, którą mam przed swymi oknami i do niedawna miałem kłopot z ustaleniem kolejnych marek sklepów, które tam następowały po sobie aż do obecnych czasów a to przecież raptem jakieś 30 lat.
I kiedy wydawało mi się, że już nic więcej nie wymyślę w sukurs znów przyszła mi Asia z muzeum.
Pastorówka.
Ale jak, ale o co…. jaka pastorówka?
Ano taka. Jak widać. Stoi w parku, praktycznie na pierwszym planie.
A do kiedy stała? Ano nie wiadomo.
Ale skoro stała, to trzeba porównać z planem parku.
w 1900 roku doszło do porozumienia między Ratuszem a Kościołem Ewangelickim o zamianie parceli. Kościół oddał miastu działkę leżącą po zachodniej stronie Dobrzynki a w zamian otrzymał działkę przylegającą do działki z ich kościołem, akurat do ulicy Strażackiej. I tak, w miejscu pastorówki z ogrodem miała powstać druga część parku. W 1901 roku powstał plan zagospodarowania tego terenu, na którym pastorówki już nie widać, w jej miejscu jest prostokąt trawy, klomb jakby… ale bez budynku. Czyżby więc dobry trop? Wyglądał obiecująco.
Przy okazji załatwiania swoich spraw na mieście, zajrzałem do muzeum pogadać o paru sprawach mniej lub bardziej zaległych, przy okazji również o tym planie. I z tej rozmowy (w sumie to przerwałem im koniec śniadania 😀 ) z Asią, panią Adamczyk i panem dyrektorem Adamczykiem wypłynęło nazwisko Tarapacz. Dla mnie całkowita nowość, ale nie dla nich. Pan Łukasz Tarapacz napisał pracę magisterską o Parku Słowackiego. Jeśli ktoś miałby taką wiedzę, kiedy zburzono pastorówkę a wybudowano domek dla ogrodnika, Rudnickiego, to tylko on.
Jeden kontakt po znajomych i już miałem numer telefonu. I zaraz też byłem po rozmowie. I już wiedziałem, że znów pudło :/
Okazało się, że plan zakładał likwidację pastorówki, dlatego nie została na nim umieszczona, ale stała jeszcze przez dobre kilkanaście lat, w zasadzie w pewnym momencie stała jeszcze w czasie, kiedy ogrodnik mieszkał już w swoim – nowym.
Tu moja opowieść się kończy.
Wyczerpałem zapas pomysłów.
Ale… mamy świetną pocztówkę, praktycznie z całkowitą pewnością można stwierdzić, najstarszą panoramę starego miasta.
Cudo.
//edit 13.03.2025
Po namyśle, dodam małe uzupełnienie.
To nie jest najstarsza fotografia naszego miasta. Na pewno są jeszcze dwie inne, z których jedną udało mi się wydatować z dokładnością do roku i pory tegoż roku i jest starsza o dobre 20 lat (zakładam, że obie były wykonane tego samego dnia lub blisko, ale nie mam całkowitej pewności) od naszej panoramy. Ale jest to najstarsza panorama.
O datowaniu tamtej pisałem tutaj.
//edit 16.03.2025
Dopisek (rozrósł się jednak do sporego aneksu), który trzeba było jeszcze dopisać 😉
Dziś, już po publikacji jubileuszowego postu (dwunasta rocznica istnienia Starych Zdjęć Pabianic), w odpowiedzi na myśl Iwonki Krakowskiej dopuściłem się pewnej swobody myślowej, nieświadomie popełniając kardynalny błąd w ocenie, który w jakimś sensie wywrócił mój pogląd na technikę fotograficzną z początku XX wieku.
Otóż, założyłem sobie, że pierwsze stało-ogniskowe obiektywy miały stosunkowo króciutką ogniskową, może 35, może nawet mniej milimetrów. I to był wielki błąd laika.
Ale dlaczego?
Ano dlatego, że myślałem kategoriami współczesnych „stałek”. Że jeśli chce się zrobić szerszy kąt, to kupuje się obiektyw o ogniskowej 8, 14 czasem 20milimetrów…
Ale tak jest dziś. No i dochodzi format kliszy: 24x36mm. DZIŚ!
Ale nie przeszło sto lat temu!
Wtedy klatka miała format 180×240 mm.
I aby wykonać zdjęcie, należało posłużyć się obiektywem o długości ogniskowej nie krótszej niż 300-400 milimetrów! A nawet 500!
Ówczesne aparaty fotograficzne np. marki Globica miały obiektywy o kolosalnej (z dzisiejszego punktu widzenia) ogniskowej z powyższych powodów. Format kliszy wymuszał takie warunki.
A teraz… jak to się ma do tej panoramy?
Dotąd uważałem, że ktoś wspiął się na komin fabryczny gdzieś niedaleko od parku Słowackiego, oceniając kąt widzenia na pocztówce.
Ale teraz to już nie jest takie oczywiste.
Zerknij na poniższy obrazek.
Kółkiem zaznaczyłem komin na terenie K&E, który cały czas miałem na myśli. Pusty plac u dołu rysunku to teren parku Słowackiego – wtedy i dziś. granice parku w tamtym roku były identyczne ze współczesnymi.

Ale jak sobie przypomnę, to dopiszę 😉
Teraz dodam ten sam teren, ale w kontekście fotograficznym.
Specjalnie wybrałem zdjęcie satelitarne spoza Googla, by nie uprzykrzać sobie go wszelkimi zbędnymi treściami.
Do rzeczy.
Na czerwono zaznaczyłem pole widzenia dla miejsca, które dotąd uważałem dotąd za właściwe. Ale teraz już nie jest to dla mnie takie oczywiste. A nawet już je wykluczyłem.
Na zielono zaznaczyłem nowy punkt wyjściowy – komin dawnej Papierni Saengera. Przy założeniu, że ten, który stał jeszcze niedawno jest tym, na który mógł się wspiąć autor fotografii.
Poniżej zaznaczyłem na niebiesko szacunkowe pole widzenia w dzisiejszym aparacie przy ogniskowej 500mm. Wiem, jak może być wąskie, gdyż mam taki obiektyw w domu i nieraz z niego korzystałem. Mam też inny o jeszcze większej długości w mm.
Jaki jest wniosek z tych przemyśleń?
Ano, że errare humanum est. To po pierwsze, primo.
A (parafrazując klasyka) po drugie – primo, że znalazłem dowód, że komin u Seangera już stał w 1898 roku (jak widnieje na rewersie poniższego zdjęcia – lub 1899, ale o tym niżej) więc jak najbardziej dało się na niego wspiąć i wykonać tę panoramę.

Choć teraz, kiedy już na spokojnie to piszę, jestem po analizie całego tego zdjęcia, dach po dachu i zauważyłem pewną niekonsekwencję w datowaniu. Na rewersie tej fotografii widnieje data 1898, ale na niej widać cztery budynki posadowione u zbiegu ulic św. Rocha i (wówczas) Saskiej.
W albumie K&E wydanym na stulecie firmy w 1926 roku jest plan wszystkich budynków wchodzących w skład fabryki. I to znaczy wszystkich – nie tylko fabrycznych. I każdy z nich jest opatrzony datą wybudowania. I na jednym z nich, w trakcie budowy jeszcze, praktycznie dopiero parter był wznoszony – wyraźnie widać datę 1899/1900 czyli można by przyjąć, ze fotografia państwa Ciępków jest o rok starsza… Niby nic, z naszej perspektywy, ale przy próbie datowania może mieć już pewne znaczenie.

Seweryn mawia, ze jestem „szczególarzem”. Jestem 😀
Nie da się ukryć. Lubię te smaczki i kruczki, niuanse i detale, które wypływają czasami znikąd i robią nas samych „w Karolinę”. Ale jest w tym taki bigiel, ze trudno się tego wyprzeć.
Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś coś się tu dopisze. Że da się określić dokładniejszą datę tej panoramy.

