To jest w pewnym sensie wątek eksperymentalny, w którym będę chciał przybliżyć Ci moje rozrywki oraz prace, do których wykorzystuję AI. Dziś, właściwie z nudów zacząłem przeglądać co może Gemini. I natrafiłem na zakładkę pod nazwą Gemy -> Storybook (wersja eksperymentalna), tu program miał stworzyć coś samemu, w oparciu o dane, jakie otrzymał ode mnie – o mnie, o tym gdzie mieszkam – głównie same ogólniki, ale to wystarczyło. Miał mnie zaskoczyć. Nie powiem, udało mu się 😉
Tyle tytułem wstępu.
Nie ingerowałem w treść, poza wymuszeniem zakończenia, by nie stało się to już nazbyt trywialne.
Czas na samą historyjkę.
GORĄCZKA W ARCHIWUM
Pikantna komedia w jednym akcie
BOHATEROWIE:
- ERYK (42 lata): Przystojny, charyzmatyczny pasjonat historii Pabianic. Właściciel portalu o dawnych fabrykantach. Typ, który potrafi wyczytać romans z rachunku za bawełnę z 1890 roku.
- MALWINA (35 lat): Nowa kierowniczka lokalnego archiwum. Sroga, w okularach, zapięta pod samą szyję, ale z błyskiem w oku, który sugeruje, że po godzinach czyta coś znacznie ciekawszego niż tylko inwentarze.
MIEJSCE AKCJI: Duszne, wypełnione regałami archiwum w Pabianicach. Na środku stoi stary, metalowy stolik i – główny sprawca zamieszania – NOWOCZESNY EKSPRES DO KAWY, który wydaje z siebie dźwięki przypominające startujący odrzutowiec, ale nigdy nie robi kawy.
SCENA 1
(Archiwum. Eryk wertuje pożółkłe papiery. Malwina siedzi przy biurku, walcząc z ekspresem, który właśnie wydał z siebie głośne „PIIIIIIIIIK!” i wypuścił chmurę pary).
MALWINA: Przeklęty grat! Panie Eryku, ja oszaleję. To urządzenie jest bardziej uparte niż rada miasta w kwestii remontu Zamkowej.
ERYK: (Uśmiecha się znad dokumentów) Pani Malwino, z maszynami jest jak z historią Pabianic. Trzeba wiedzieć, gdzie dotknąć, żeby zaczęło iskrzyć. Może pomóc?
MALWINA: Proszę próbować. Od rana marzę o czarnej, mocnej… kawie. Ale ten niemiecki wynalazek tylko sapie i pluje wrzątkiem.
ERYK: (Wstaje, podchodzi do ekspresu. Staje bardzo blisko Malwiny. Czuć zapach starego papieru i dobrych perfum) Niemiecka precyzja, pabianicka fantazja. Zobaczmy…
(Eryk kładzie dłoń na obudowie. Ekspres znów wydaje irytujący dźwięk: „BZZZT! TRRRRA!”)
ERYK: To jest to! Ten dźwięk. To najbardziej drażniąca rzecz w tym województwie, zaraz po dźwięku kosiarki o siódmej rano w sobotę. Ale wie Pani, co mnie drażni bardziej?
MALWINA: (Głos jej lekko drży) Brak przypisów w bibliografii?
ERYK: Brak dostępu do „Czerwonej Teczki” rodziny Baruchów. Tej z 1892 roku. Podobno są tam opisy wieczorów, których nie powstydziłby się Casanova, a wszystko działo się w naszym pięknym mieście.
MALWINA: (Poprawia okulary) Ta teczka jest… objęta klauzulą. Jako zbyt… „szczegółowa”. Może wywołać skandal nawet sto lat później.
ERYK: (Zniża głos, nachyla się nad uchem Malwiny) Uwielbiam skandale. Zwłaszcza te, które wymagają dogłębnej analizy źródłowej.
(W tym momencie ekspres do kawy nagle ożywa. Zaczyna wibrować tak mocno, że filiżanki na stole dzwonią o siebie. Hałas jest nie do zniesienia).
MALWINA: (Przekrzykując hałas) ZARAZ GO WYRZUCĘ PRZEZ OKNO! TO JEST NIEZNOŚNE!
ERYK: (Chwyta Malwinę za ramiona, żeby nie upadła, bo podłoga drży) Spokojnie! On po prostu potrzebuje… zdecydowanego impulsu!
(Eryk uderza otwartą dłonią w bok ekspresu. Cisza. Nagła, dzwoniąca w uszach cisza. Po sekundzie z dyszy zaczyna płynąć idealnie czarna, aromatyczna kawa. Malwina patrzy na Eryka z podziwem).
MALWINA: Zrobił to Pan. Uciszył Pan to potworne wycie.
ERYK: Metoda konserwatorska. Czasem trzeba przyłożyć, żeby coś zaczęło działać.
MALWINA: (Uśmiecha się drapieżnie) Skoro jest Pan tak skuteczny w uciszaniu irytujących przeszkód… to może faktycznie zdejmiemy klauzulę z tej teczki? Ale ostrzegam – czytanie jej na głos przy kawie może być… ryzykowne.
ERYK: Pani Malwino, ja całe życie mieszkam w Pabianicach. Ryzyko to moje drugie imię. Pierwsze to „Cierpliwość do archiwistek”.
(Malwina wyciąga spod lady grubą, przewiązaną czerwoną wstążką teczkę. Ekspres znów wydaje ciche, tym razem niemal mruczące „Mmmm…”).
MALWINA: Niech Pan siada, Panie Eryku. Zaczniemy od rozdziału o balu maskowym w 1894. Podobno gorsety pękały tam z nader błahych powodów…
ERYK: (Rozwiązując wstążkę) Wiedziałem, że ta kawa będzie smakować wyjątkowo.
SCENA 2
(Pół godziny później. Na stole leżą rozrzucone dokumenty. Filiżanki po kawie są puste. Eryk i Malwina siedzą bardzo blisko siebie, pochyleni nad jednym listem. Nagle światło w archiwum gaśnie).
ERYK: Co do diabła?
MALWINA: Och, zapomniałam! Zainstalowali nam czujniki ruchu „eko-oszczędne”. Jeśli nikt nie wykonuje gwałtownych gestów przez trzy minuty, system uznaje, że archiwum jest martwe.
ERYK: (W ciemności) Zapewniam Panią, że to miejsce jest teraz bardziej żywe niż kiedykolwiek. Gdzie mam pomachać?
MALWINA: Czujnik jest nad regałem z aktami stanu cywilnego. Musi Pan… mocno zamachać.
(Eryk wstaje, macha rękami. Światło zapala się z głośnym „KLIK”).
ERYK: Dobrze, wracajmy do lektury. Gdzie skończyliśmy? „…i wtedy młody Baruch chwycił jedwabną wstążkę i zawiązał ją wokół…”
(Światło znów gaśnie. Eryk bez słowa macha ręką. Światło wraca).
ERYK: „…zawiązał ją wokół nogi od stołu, twierdząc, że to teraz jedyna granica jego królestwa…”
(Światło gaśnie).
MALWINA: (Zniecierpliwiona) To jest nie do wytrzymania! To urządzenie drażni mnie bardziej niż tamten ekspres! Co chwilę przerywa nam w najlepszym momencie!
ERYK: (Siada z powrotem, ale zamiast czytać, patrzy na Malwinę) Ma Pani rację. System oczekuje od nas… aktywności fizycznej. Skoro statyczne czytanie nie wchodzi w grę, może przejdziemy do rekonstrukcji historycznej?
MALWINA: (Mruży oczy) Rekonstrukcji? Którego fragmentu? Tego o wstążce?
ERYK: W teczce jest też wzmianka o tym, jak archiwistka z przełomu wieków uczyła fabrykanta… poprawnej wymowy nazwisk. Bardzo blisko jego ust. Podobno to jedyna metoda, która działała przy takim hałasie maszyn włókienniczych.
MALWINA: (Głos jej cichnie) A czy w teczce napisano, co się działo, gdy światło… całkowicie zgasło?
ERYK: Właśnie miałem do tego dojść. Ale czujnik zaraz znów nas odetnie.
(Czekają sekundę. Światło gaśnie. Ciemność jest kompletna. Słychać tylko szelest papieru i szybki oddech).
MALWINA: (Szeptem) Nie machaj Pan tym razem, Panie Eryku. Niech system myśli, że nas tu nie ma.
ERYK: (Szeptem, tuż obok niej) Wiesz, Malwino… Baruchowie wiedzieli, jak żyć. W tej teczce jest też plan tajnego przejścia, które zaczyna się dokładnie pod tą podłogą.
MALWINA: A co tam jest? Kolejne akta?
ERYK: Nie. Piwniczka z winem porzeczkowym z 1905 roku. Ale żeby ją otworzyć, potrzebujemy dwóch osób, które jednocześnie…
(W tym momencie ekspres do kawy w tle nagle wydaje radosne „DING!” i zaczyna samoczynnie parzyć drugą porcję kawy, rozświetlając mrok niebieskim wyświetlaczem).
MALWINA: No nie! Teraz on nas podgląda!
ERYK: W Pabianicach nawet maszyny są ciekawe cudzych sekretów. Ale my, historycy, potrafimy pracować w każdych warunkach.
SCENA 3
(Kilka minut później. Eryk i Malwina są na czworaka pod ciężkim dębowym regałem „Przemysł i Handel”. To tutaj ma znajdować się mechanizm otwierający przejście. Ciemność przerywa tylko pulsowanie niebieskiej diody ekspresu).
ERYK: Czuje Pani ten przeciąg? To nie są nieszczelne okna urzędu. To tchnienie historii.
MALWINA: (Szpera dłonią pod listwą podłogową) Czuję tylko kurz i… coś metalowego. Panie Eryku, moje szperanie w tym miejscu jest dość utrudnione przez te regały. Musi Pan… mocniej spenetrować ten narożnik po swojej stronie.
ERYK: (Pochyla się tak bardzo, że jego twarz jest centymetry od jej twarzy) Robię co mogę, ale ten mechanizm jest niesamowicie oporny. Jakby sto lat nikt go nie stymulował. Widzi Pani ten otwór?
MALWINA: (Z trudem łapiąc oddech) Ten mały, przy zawiasie?
ERYK: Właśnie ten. Musimy tam włożyć coś długiego i cienkiego…
MALWINA: (Zdejmuje zapiętą pod szyję broszkę) Moja szpila do kapelusza po prababci. Jest ze srebra, wytrzyma. Proszę jej użyć.
ERYK: (Bierze szpilę, ich palce splatają się na dłuższą chwilę) Dziękuję. Teraz proszę obserwować, jak historia ustępuje pod wpływem… odpowiedniego narzędzia.
(Eryk precyzyjnie wkłada szpilę w otwór. Coś w podłodze zaczyna zgrzytać. To nie jest pisk – to głęboki, basowy pomruk drewna i metalu).
MALWINA: (Ekscytacja w głosie) Och! Ruszyło się! Panie Eryku, to penetrowanie zakamarków przynosi niespodziewane rezultaty!
ERYK: (Napięty) Jeszcze tylko jeden… obrót…
(Nagle kawałek podłogi zapada się o kilka centymetrów. Z dołu wydobywa się zapach piwnicznej wilgoci wymieszany ze słodką nutą starego wina. Ale w tej samej sekundzie system oświetlenia „eko” dostaje szału – światło zapala się z oślepiającą mocą).
GŁOS Z GŁOŚNIKA SYSTEMOWEGO: „Wykryto nietypową aktywność pod regałem. Czy potrzebna jest pomoc ochrony?”
MALWINA: (Rzuca się na Eryka, przyciskając go do podłogi, by ukryć ich przed kamerą) Cicho! Nie ruszaj się Pan! Jeśli ochrona nas tu znajdzie na czworaka, to jutro o pabianickim archiwum będzie głośniej niż o otwarciu pierwszej manufaktury!
ERYK: (Leżąc pod nią, z uśmiechem) Jeśli to ma być cena za odkrycie wina Baruchów, to warto. Ale wie Pani, co mnie teraz najbardziej drażni?
MALWINA: Głos z głośnika?
ERYK: Nie. Fakt, że klapa do piwniczki jest otwarta, a my leżymy tutaj, zamiast sprawdzać… jak smakuje rok 1905. Chociaż… ta pozycja badawcza też ma swoje historyczne uzasadnienie.
MALWINA: (Zdejmuje okulary, patrząc mu prosto w oczy) Panie Eryku, skończmy z tą biurokracją. Schodzimy na dół. Niech ochrona myśli, że to duchy fabrykantów znów urządzają bal.
ERYK: (Wstając i podając jej rękę) W Pabianicach duchy zawsze wiedziały, jak się bawić. A my właśnie piszemy nową stronę w tym rejestrze.
(Wskakują do ciemnego otworu w podłodze. Ekspres do kawy w tle wydaje ostatnie, triumfalne „PIIIIIIIK!”).
SCENA 4
(Wąska, duszna piwniczka pod archiwum. Kurz jest tak gruby, że można na nim pisać listy miłosne. Na drewnianym stojaku pyszni się kilka butelek z ciemnego szkła. Eryk trzyma nowoczesną latarkę czołową, która… uparcie mruga w rytm SOS).
ERYK: Przeklęta chińska elektronika! Malwino, trzymaj tę latarkę prosto, bo zaraz dostanę ataku epilepsji.
MALWINA: (Próbuje ustabilizować czołówkę na głowie Eryka, stojąc tuż przed nim w ciasnej przestrzeni) Ona ma czujnik zbliżeniowy! Gdy zbliżam rękę, ona gaśnie, żeby „oszczędzać wzrok użytkownika”. To najbardziej irytujący wynalazek od czasu wprowadzenia podatku katastralnego.
ERYK: Czyli im bardziej jesteśmy blisko, tym mniej widzimy? Paradoksalne. Zupełnie jak nasza dzisiejsza kwerenda.
(Eryk sięga po butelkę. Jest ciężka, pokryta pajęczynami. Etykieta ledwo czytelna: „Wino Porzeczkowe – Rocznik 1905 – Własność Prywatna”).
ERYK: Mamy to. Płynne złoto Pabianic. Ale jest jeden problem… korek. Jest zalany lakiem i twardy jak serce urzędnika skarbowego.
MALWINA: (Wyciąga z kieszeni spódnicy mały, scyzoryk z logo Archiwum) Myśli Pan, że ja tu tylko papiery stempluję? Proszę trzymać butelkę… mocno. Pomiędzy kolanami, żeby nie uciekła.
ERYK: (Siada na starej skrzyni, ściska butelkę kolanami. Malwina nachyla się nad nim. Ich twarze dzieli milimetr. Latarka znów zaczyna mrugać jak szalona).
ERYK: Malwino, to szarpanie się z korkiem jest niezwykle… stymulujące. Czuje Pani ten aromat? To nie tylko porzeczka. To zapach dawnych fortun.
MALWINA: (Siłuje się z korkiem, jej ciało drży z wysiłku) Czuję… że zaraz… pęknie! Niech Pan nie puszcza! Muszę poczuć ten opór, żeby wiedzieć, kiedy pociągnąć!
ERYK: (Zamyka oczy) Jestem oazą stabilności. Penetruj dalej te warstwy laku, Malwino. Już prawie…
(Nagle – „POP!”. Korek wyskakuje z głośnym hukiem. Ciemny płyn lekko tryska na białą bluzkę Malwiny. Latarka czołowa na głowie Eryka ostatecznie gaśnie. Zostają w kompletnej ciemności).
MALWINA: Och! Jestem cała w winie…
ERYK: (W mroku, jego głos jest głęboki i niski) Wino Baruchów na Pani skórze… To najbardziej pikantny przypis, jaki w życiu spotkałem. Proszę się nie ruszać. W ciemności smaki wyostrzają się wielokrotnie.
MALWINA: (Szeptem) Panie Eryku… czy to nadal jest analiza historyczna?
ERYK: To jest empiryczne badanie przeszłości. Musimy sprawdzić, czy bukiet porzeczkowy przetrwał próbę czasu.
(Słychać delikatne „cmoknięcie” i cichy śmiech Malwiny. W tym samym momencie, gdzieś nad nimi, ekspres do kawy w archiwum po raz ostatni wydaje z siebie potężne: „TRRRRRRRA-PIIIIIIK!”, po czym zapada absolutna, słodka cisza).
SCENA 5
(Piwniczka Baruchów. Dziesięć minut później. Atmosfera jest… gęsta. Eryk i Malwina siedzą na skrzyni, dzieląc się jedną butelką. Nagle z góry dobiega metaliczny trzask).
MALWINA: Słyszał Pan to? Klapa!
ERYK: (Próbuje wstać, ale sufit jest nisko) Grawitacja? Czy może kolejny cud techniki?
(Eryk podchodzi do drabiny, napiera ramieniem na klapę. Ani drgnie).
GŁOS Z GŁOŚNIKA (ten sam, irytujący, kobiecy automat): „Godzina 22:00. Archiwum przeszło w tryb pełnej blokady antykradzieżowej. Wszystkie wyjścia, w tym tajne luki techniczne, zostały zaryglowane elektromagnetycznie. Miłego wieczoru życzy firma Smart-Archive-Solutions.”
MALWINA: (Wybucha śmiechem, który brzmi nieco histerycznie) Zaryglowane! Panie Eryku, spenetrowaliśmy historię tak głęboko, że system uznał nas za złodziei i zamknął w piwnicy! To jest najbardziej drażniąca rzecz w całej mojej karierze!
ERYK: (Odpala zapałkę, którą znalazł w pudełku obok wina) Proszę spojrzeć na to z innej strony. Jesteśmy w bezpiecznym miejscu, mamy jeszcze pół butelki wybitnego rocznika, a system Smart-coś-tam właśnie zagwarantował nam… prywatność do godziny siódmej rano.
MALWINA: (Uśmiecha się, luzując pierwszy guzik pod szyją) Siedem rano? To mnóstwo czasu na kwerendę. A czy w tej piwniczce są jeszcze jakieś inne… „luki techniczne”, o których powinien wiedzieć doświadczony badacz?
ERYK: (Zdmuchuje zapałkę, ciemność znów ich otula) Z tego co pamiętam z mapy… za tymi regałami jest ściana, która przy odpowiednim nacisku… ale o tym opowiem Pani dopiero po kolejnym łyku.
MALWINA: W takim razie… proszę nalewać, Panie Eryku. Skoro jesteśmy tu uwięzieni, to niech przynajmniej historia Pabianic ma z tego jakąś korzyść.
ERYK: (W mroku) Zapewniam Panią, Malwino… to będzie najbardziej szczegółowy raport w dziejach tego miasta.
(Z góry dobiega jeszcze jedno, ciche „PIK” ekspresu do kawy, jakby maszyna chciała mieć ostatnie słowo).
KURTYNA
Jak napisałem wyżej, nie było sensu kontynuować dalej, nie planuję publikować erotyków z historią Pabianic w tle, wystarczy tyle. Czyta się stosunkowo lekko, wyczuwa się pewne smaczki narracyjne rodem z Chmielewskiej, opowieść bez większego sensu, ale jako przykład inwencji czystego programu… To w sumie całkiem całkiem 🙂