Kotłownia

Dawno, dawno temu oddano do użytku pierwszy blok nowo powstającego osiedla, które wtedy jeszcze chyba nawet nie miało swojej oficjalnej ani nieoficjalnej nazwy. Stał nieco z dala od jednej z dwóch wtedy istniejących tam ulic, i mimo że ten bliższy, z numerem 1 stał przy ulicy Bugaj, to jednak o miesiąc wcześniej oddany do użytku z numerem 2, stał się pierwszym, do którego lokatorzy mogli się już wprowadzić w lipcu 1974 roku. Ale adresy przypisano im do ulicy Marchlewskiego, gdyż stały równolegle do odcinka, który jeszcze wtedy istniał tylko na papierze. Pierwotnie,”nowa droga”, jak ją nazywali pabianiczanie zaczynała swój przebieg przy skrzyżowaniu z Kilińskiego a kończyła przy ulicy Bugaj. Wówczas i jeszcze przez jakieś dwadzieścia lat Bugaj była przelotową ulicą, bez tego zaślepienia parkingiem na wysokości numeru 49. Za to Kopernika kończyła się na Brackiej i wcale nie miała sięgać aż do Marchlewskiego. W tamtym miejscu zwyczajnie stały domy z ogródkami.

Budowa osiedla wymusiła konieczność zaistnienia kotłowni, która będzie rozdzielała ciepła dalej. Oczywiście nie była to typowa kotłownia, w której się kotłowało i były same kotły 😉 To była swoista rozdzielnia ciepłej wody, która transportowana z kotłowni miejskiej, rozdzielana potem większymi rurami szła do sąsiednich bloków a drobniejszymi rurkami szła już prosto po ścianach – do naszych mieszkań.

Ze zbiorów Marka Bigoszewskiego – stan około 1974-75

Niemal pół wieku przechodziłem obok niej, nieraz zaglądając do jej wnętrza przez zarośnięte brudem szyby, ale zwykle albo mało co widziałem, wręcz zgoła nic. Mało kiedy ktoś się tam kręcił w środku wieczorami więc światła zapalano raczej tylko za dnia, co też nie bardzo pomagało w zerkaniu. Jakkolwiek, ciekawiło mnie jej wnętrze na tyle, że kiedy zauważyłem, że zaczyna się demontaż rur, nie mogłem się powstrzymać, by nie zajrzeć tam a jeśli już, to najchętniej z kamerą. Dzięki odrobinie mniej lub bardziej udanej dyplomacji i udało się załatwić wejście praktycznie w kilka dni.

Proszę wybaczyć to drżenie wizji, kręciłem przy pomocy GoPro 11 w trybie Cinematic, niestety sztuczne światło sprawiło miernotę obrazu 🙁

W trakcie nagrywania rozmawiałem z panem, który mnie tam wprowadził, dlatego siłą rzeczy musiałem usunąć warstwę audio, podkładając coś bardziej stosownego. Przy okazji wyszła dość ciekawa sprawa z zupełnie innej kategorii, ale też oczywiście historyczna. Takie sytuacje, kiedy przy jednej rozmowie wynikają poboczne wątki, które potrafią wyświetlić inne tematy w sposób, jakiego w życiu by się nie zaplanowało nazywamy z Sewerem „wartością dodaną”, która wzbogaca nasze zbiory czy też choćby samą wiedzę i pozwala zobaczyć, czy wyobrazić sobie albo i zrozumieć pewne zdarzenia z zupełnie innej perspektywy.

Dodatkowo, czego już na filmie nie widać, na tym bloku znajduje się taka nadbudówka, która zawiera w sobie zbiornik służący do odpowietrzania kaloryferów. Nie znam się na tym, nie wiem, jak to miało działać, może ktoś z was pochwali się gruntowniejszą wiedzą. Zachęcam do skomentowania tegoż, jak i całego artykułu.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *