Często gęsto opieramy swoje spostrzeżenia czy wspomnienia na istniejących od lat a i nieraz nawet od wieków obiektach, miejscach, okolicach… Tak samo, w skali, przyjmijmy, ostatniego półtora wieku, od kiedy fotografia stała się w Pabianicach materiałem wyjściowym do rozważań i wspomnień.
Dziś opowiem wam o jednej z najpopularniejszych pocztówek z ulicą Zamkową, jaką można spotkać w internecie czy w kolekcjonerskich zbiorach.

To tak zwany 'populares’, czyli walor spotykany praktycznie przy każdej okazji, w każdym szerszym opracowaniu, spisie czy co większym albumie kolekcjonerskim. Każde miasto ma takich przynajmniej kilka pozycji, nie inaczej jest z Pabianicami. Jednak, ku memu zdziwieniu, okazało się, że kiedy pierwszy raz trafiła w moje ręce, nie potrafiłem jej wydatować. Wówczas jeszcze nie skupiałem na treści kadru, ale na pocztówce, jako takiej. Kto wydał, czy ma „długi adres”, czy jest pieczątka pocztowa, co mówi treść, a jeśli bez obiegu, jak ta moja to już w zasadzie przysłowiowa „tabula rasa„, no bo co tu można jeszcze wyczytać… Przyznam, że to wybitnie nieprofesjonalne podejście, ale zanim zacząłem nieco poważniej zajmować się datowaniem, to były podstawowe i zasadniczo jedyne kryteria, jakimi się kierowałem.
Dziś jednak nieco inaczej już na nie patrzę. Analizuję, porównuję, wyciągam dużo więcej wniosków.
Zacznijmy więc datowanie od tego, co widać. A widać całkiem sporo.
Na początek oczywiście kościół, no bo jak nie, jak tak – cytując 'klasyka’ z telewizji 😉
Stoi, jak byk.
Cały.
Wielki.
Nie da się nie zauważyć.
W pełnej krasie.
Czyli mamy tu najwcześniej rok 1903, kiedy już go ukończono.
Pierwsza msza odbyła się w nim 20 grudnia 1903 roku więc wobec braku rusztowań i ogólnie uporządkowanego terenu przed nim, możemy przyjąć, że mamy najwcześniej rok 1903 lub nawet 1904. Jednak rewers z już krótkim adresem sugeruje, że pocztówka powstała minimum w 1905 roku. Pisałem o tym we tekście sprzed tygodnia: https://www.pabjanice.pl/wschod-nowego-miasta/.
Co więc widać w kolejności? Ano zakłady Rudolfa Kindlera a raczej ich południowo-zachodni kraniec z kominem, który wybudowano po 1893 roku. I w sumie pierwsze, najbardziej oczywiste obiekty mamy odhaczone. Dalej, niejako pomiędzy nimi stoją dwie kamienice, o których nie jestem w stanie nic powiedzieć. W 'Szukaj w archiwach’ nie ma ani słowa o adresach Zamkowa 33 i 35. Nawet bez skanów. Zupełnie z tyłu – dalej – prawie na ostatnim planie stoi spora jeszcze jedna kamienica, dwupiętrowa, bokiem do nas, ale ponieważ nie przetrwała zbyt blisko „naszych” czasów, nie wiem o niej również niczego. Nie widać jej nawet na zdjęciu lotniczym z okresu okupacji więc zakładam, że rozebrano ją jeszcze przed wojną. Zatem pozostaje skupić się na tym, czego jeszcze nie widać.
I tu właśnie pojawia się moje zdziwienie (:
Nie ma… kamienicy Wendlerów!
Wielkiej, czterokondygnacyjnej budowli, stojącej przy samym kościele NMP. Dziś to jeden z najbardziej przysuniętych budynków do krawędzi w tej części ulicy Zamkowej. Dzięki niemu wciąż mamy tam krótkie 'wąskie gardło’, które niejako wymusza na odcinku niemal 300 metrów, gdyż z jednej strony wytyczono parkingi przed centrum handlowym a z drugiej place przed kościołem i „Dominem” zachowały swoją dawniejszą istotę mimo pełnej odnowy całej osi miasta.
Z utartym powiedzeniem o kamienicy tej rodziny jest jednak drobne… niedomówienie. Tu wspomnę fragment artykułu ze strony Seweryna: Kamienica Wendlerów, bo tak ją wszyscy nazywamy stoi przy Zamkowej 37, jednak nie wybudowała jej ta rodzina lecz w 1907 roku piekarz Jana Woldański, którą to sprzedał w roku 1923 i jej nowym właścicielem stał się Edward Wendler. I należy do tej rodziny do dziś.
Jakkolwiek, szukając informacji w zbliżonym okresie, często sięgam do pięknego i nader obfitego źródła wiedzy, jakim jest plan miasta z 1908, na którym tej kamienicy jeszcze nie ma, choć z logicznego wniosku wychodzi, że powinna być. Trzeba tu jednak pamiętać, że wyrysowanie tak szczegółowego planu dość już wówczas dużego miasta fabrycznego musiało zająć sporo czasu i nie dało się jej „zaktualizować” przed drukiem. A przynajmniej ten element nie został już naniesiony, mimo około rocznej przerwy od wybudowania do wydania planu miasta. Zaznaczyłem ją numerem dwa, gdyż jest niejako drugim obiektem, którego nie widać na zdjęciu.

Numer jeden to jeszcze większa zagadka.
Wąziutka plomba, która jest na tym planie, ale nie ma jej na pocztówce. I to już w ogóle jest zaskoczenie. I również nie wiem, jak to zinterpretować, bo na pocztówce jej nie ma, a jest na planie, gdzie kamienica Wendlerów już istniała, ale na planie jej nie ma. Jakiś paradoks logiczny. Wychodzi na to, że Starzyński naniósł zarys tej plomby, choć niedokładnie, bo na planie nie sięga frontem do sąsiednich chociaż fizycznie jeszcze jej nie wybudowano, ale na poniższym zdjęciu u Sewcia jest już jak najbardziej – równa sąsiadkom – front przy froncie.
Tak, czy inaczej, nie przypuszczałem że jest to aż tak leciwy kadr, że może mieć około 120 lat, ale jednak. Sama pocztówka powstała po 1905 roku z racji już krótkiego adresu na rewersie ale nie mam daty jej górnej granicy. Mówię teraz o samym druku na kartoniku. Nie ma daty kończącej możliwość jej wydrukowania. Chyba, że przyjmiemy datę zamknięcia działalności Edwarda Keila na rok 1938, ale jest to dość mało prawdopodobne. Obstawiam okres po pierwszej wojnie światowej, ale to już tylko zgadywanka i swobodne założenia, na podstawie użytego do niej zdjęcia, które powinno w teorii reprezentować współczesny obraz miasta w chwili potencjalnego nadania do wysyłki.
Szkoda, że nie ma dostępnych źródeł tych sąsiednich domach, wtedy może dało by się wyklarować datę jeszcze bardziej. Jednak i tak w sumie całkiem dobrze to wyszło. Dwa lata dla zdjęcia to bardzo wąski przedział czasowy jak na dystans do dnia dzisiejszego.
A jutro?! A jutro jeszcze jeden roczek doliczy się do tego dystansu…
PS.
Na koniec pozostawiłem detal, którego nie rozumiem i o którym kompletnie niczego mi nie wiadomo.
To ten wydrapany numer, który powiększyłem i wkleiłem w górny róg.
Nie spotkałem się dotąd z żadną numeracją tego typu ani w drukach Keila, ani żadnych innych. To jest – spotkałem się – ale to były numery w serii, góra do kilkunastu, ale nie kilkudziesięciu tysięcy!
Może wam się z czymś sensownym skojarzy?
Dajcie znać w komentarzach.
Do Siego Roku 🙂
