Temat wydaje się taki banalny, że aż trudno zacząć jakoś sensownie ten artykuł. No bo co tu można wydumać na temat wejścia do dworu?
Drzwi, jak drzwi. Może trochę większe niż normalne i masywniejsze, może framuga nieco inna, kamienna zamiast stalowej, ale poza tym?
A jednak nie tak do końca wszystko z nimi jest w porządku. Z naszego doświadczenia zakładamy, że raz wybudowany dom ma wejście jedno i raczej nie jest ono „ruchome”, nie wykuwa się nowych, nie zamurowuje starych, nie wykuwa się dziury znowu w innym miejscu… Ale – patrząc na budowlę, której wiek idzie już w setki lat, to nie jest to już takie oczywiste.
Dzisiejsze wejście, to 'aktywne’ jest jednym z trzech „otworów”, o których nam wiadomo i które to są uwiecznione na fotografiach więc nie da się ich zaprzeć.
Zacznijmy jednak od dokumentu o wiele starszego od pierwszych fotografii czy nawet obrazów. Zacznijmy od inwentarza.

Czym były inwentarze?
To szczegółowe spisy majątku, dokumentów, raporty dotyczące prowadzenia majątku, prawidłowości i nieprawidłowości, wszelkie inwestycje, naprawy, budowy i sprawy wszelkiej inne maści, które miały jakieś istotne znaczenie dla tenutariusza, który taki inwentarz spisywał. Często gęsto wiało z nich sztampą, jakby dziś się powiedziało. Ale nie zawsze była to niezmienna rutyna.
Swego czasu udało mi się zakupić wydanie „Biesiady Literackiej” z 1889 roku, a to z powodu artykułu o niezwykłej treści, mianowicie mówiącego o niecodziennej przygodzie, jaka spotkała wiceregensa Kapituły, księdza Skotnickiego około roku 1750, która opisuje zdarzenie, jakie nie było „zwykła sprawą” w jego pracy i tę niezwykłość wam tu przytaczam:

Tak na marginesie: To chyba jedyna publikacja – w mojej bez mała 13-telniej działalności jako Stare zdjęcia Pabianic – kiedy to jedna publikacja doczekała się ponad 70-ciu udostępnień!
Wiele tekstów czuć było szablonem pisarskim, te same figury stylistyczne powielane do upojenia sprawiają, że kiedy czytanie pierwszego stanowi niesamowite wrażenie zachwytu zderzenia z językiem, którego nie używa się już od trzech czy czterech wieków, tak czytanie kolejnych staje się lekko irytująca koniecznością wgryzania się w powtarzające się wręcz całe zdania.
Powyższy fragment drugiej strony inwentarza z 1695 roku stanowi piękny wstęp do moich dzisiejszych rozważań. Ale nie będę was zamęczał koniecznością odcyfrowywania kolejnych słów, sam też się nie katowałem tą radością 😉 i zadałem pracę domową Chatowi GPT.
„Kamienica murowana do ktorey przez Wrota wschodnie przystęp na ganek przed murowany cegłą położony, wiezo odnowiony y wybielony wapnem, nad ktorym to gankiem y schodami do niego prowadzącymi, dach nowy na słupach nowych z poręczami nowemi, porządnie naprawiony, z tego ganku do samey Kamienice drzwi dębowe dwoiste w krate pomalowane z dawną na zawiasach żelaznych z ryglem z podwórza, a wewnątrz do Kamienice z hakiem żelaznym u nichże antaby duże żelazne y przez iedno okienko szklane żelaza przybito, podle tych drzwi okno z kratą żelazną, kamień spodni ciosany do okna wystawny, u drzwi progi dębowe, antabami żelaznemi spojony z dawna, z ktorych iedna tylko iest cała przy prawej stronie. (…)„
Tu małe wyjaśnienie, którego sam również potrzebowałem. Początkowo sądziłem, że „wschody” wiążą się sensem nie ze schodami, ale z kierunkiem geograficznym. Wiem, naiwne to trochę, ale konieczne, gdyż umiejscowienie drzwi we wschodniej części alkierza tak mnie zasugerowało. Na sugestię rady nie ma. Poza kopaniem w tłumaczeniach i wyciąganiu właściwszych wniosków 😉 Tak więc doszedłem w tym poszukiwaniu prawdy, że wschodami… były schody. Bo kiedyś się po nich wschodziło. Dzisiejszy sens słowa wykręcił się logicznie w drugą stronę, kojarzą się one tylko ze schodzeniem, a przecież często bywa, ze najpierw trzeba wejść, zanim potem się zejdzie, prawda? Oczywiście to nie jest stała reguła, ale nie ma potrzeby teraz we wnikanie w odstępstwa od norm.
Wracając jednak do brzegu, teraz przytoczę tłumaczenie „z polskiego na zrozumialszy” 😉
„Do murowanej kamienicy prowadzi wejście od strony wschodniej przez ganek, przed którym znajduje się ceglana posadzka. Ganek i schody do niego są odnowione, dach nad nimi nowy, oparty na nowych słupach z poręczami. Z ganku prowadzą do kamienicy dwuskrzydłowe dębowe drzwi, pomalowane w kratę, zawieszone na żelaznych zawiasach, zamykane ryglem od strony podwórza, a od wewnątrz wyposażone w haki i duże żelazne antaby. Obok drzwi znajduje się okno z żelazną kratą, z kamiennym ciosanym parapetem. Progi są dębowe, stare, z których tylko jeden jest jeszcze w całości. (…)„
„Do murowanej kamienicy prowadzi wejście od strony wschodniej przez ganek (…)” zatem opis sugeruje ten sam układ drzwi, jaki mamy dziś, czyli z alkierza. Choć tu mam pewne wątpliwości, czy aby na pewno chodzi o tę wschodnią stronę. Na pewno nie ma mowy o wejściu we wschodniej ścianie dworu, bo nie miało by w tym żadnego sensu i uzasadnienia dla funkcjonalności więc może chodzić jedynie o alkierz, ale nauczyłem się już, że AI pomimo zdolności tłumaczenia czy interpretacji kontekstowej, nie tylko słownej 1:1, lubi poddawać się sugestiom, co właśnie może wynikać z tego „wschodzenia po wschodach”. Czasami próby wdawania się z nią w polemiki zapędzały mnie tak daleko od źródła wątpliwości, że gubiłem wątek wielokrotnie… z nią się nie da rozmawiać za długo i dyskutować, bo jest hiperracjonalna. Nie porusza tematów instynktownie, nie umie rozmawiać emocjonalnie, to bywa czasami wręcz zbawienne, ale dyskusjach na tematy szersze od ścisłych lubi „iść w dryf”, jak to było w „Sposobie na Alcybiadesa”. Kto nie czytał, powinien. Świetna lektura z podstawówki. 🙂
Ale wracając do brzegu (znów), obstawiam, że jednak chodzi o wejście, jako wejście. Wschodzenie do dworu, nie że od wschodu. Wrota wschodnie, jako wejściowe, a nie według kierunków. Sam już nie wiem… Zostawiam to jako motyw otwarty, może do was to inaczej dotrze, miejsca na komentarze nie brak.
To jest rok 1695.
Pójdźmy krok bliżej, do roku 1869.

Skąd pewność daty?
Tu odsyłam do swojego artykułu, w którym wyłuszczyłem to zagadnienie bardzo dokładnie. Dziś nie będę się nad tym rozwlekał.
Chcąc zachować konsekwencję chronologiczną, przedstawiam zdjęcie, które zaprzecza powyższemu opisowi. Ale zaznaczam: od opisu z inwentarza minęło plus minus 175 lat! To szmat czasu. I co my tu mamy? Ano wejście w południowej ścianie, ale ze śladem po innym, w dodatku w alkierzu! I też od południa. Nie ma za to nawet wspomnienia po wejściu we wschodniej elewacji alkierza! Ciekawe czemu? Są dwie prawdopodobne opcje: że jeszcze ich tam nie było, albo że zostały bardzo skutecznie zatynkowane. Ale to otwiera nowy wątek. Drzwi, czasowo pośrednie pomiędzy tymi datami. A żeby było jeszcze ciekawiej… one się tu znowu pojawią. Już za niedługo, za jakieś może 20 lat? Tu zgaduję, bo kolejna fotografia zostanie popełniona w roku 1897 lub wcześniejszym, ale więcej pewników brak. To jest data wydania fotografii a nie jej powstania, stąd brak pewności co do tego drugiego.
A zatem… skaczemy w czasie do samej końcówki XIX wieku.

I, tak jak uprzedzałem, mamy nowe drzwi. W miejsce starszych, choć nie najstarszych. Dorobiły się nawet ponownie daszka i funkcjonowały przynajmniej przez około 10 lat, gdyż widnieją na dwóch innych f0tografiach:

W „Kronice rodzinnej” z 1906 roku:

oraz

Tu, jak widać, stan z 1908 roku.
Ale jednak… w końcu musiano przecież wykuć te dzisiejsze i wiemy już, że tak się stało jeszcze przed końcem pierwszej Wojny Światowej, gdyż na pocztówce sprzed 1917 roku widać je już tak jak dziś.

Skąd wiemy, że to przed 1917 rokiem? Ano z braku popiersia Tadeusza Kościuszki, który wmurowano owego roku w alkierz ponad parterowym oknem, w południową elewację – tę najbliższą ulicy Zamkowej. Bo data na rewersie kompletnie się nie nadaje do tego celu, gdyż zostało to nadane dopiero w 1922 roku.
Niedawno, pod jednym ze zdjęć Seweryna pojawiła się krótka dyskusja na temat drzwi, które wykuto ponownie, prawdopodobnie podczas ostatniego remontu w 2003 roku, a które nie są w ogóle używane… Po co więc to uczyniono? Bo jeśli jako ukłon w stronę przeszłości, to czemu pominięto te trzecie?
Reasumując… trochę tych drzwi było, nieprawdaż?
Najpierw w alkierzu, od jego wschodniej strony, tu gdzie są i dziś (1), potem w alkierzu, ale od południowej strony (2), potem kolejne w południowej elewacji (3), kolejno znów we wschodniej elewacji alkierza (4), by dziś zostały jak są… plus dodatkowo drugie (5), ale komu potrzebne, skoro nie używane i przy samych głównych?

Pogmatwane to trochę, ale z drugiej strony… Gdyby takie nie było, nie było by i o czym napisać.